Gdy Ministra Najjaśniejszej nie stać na drogi zegarek i musi go pożyczyć od kolegi.


Minister Sławomir Nowak, wiadomo, politykiem jest. Może więc, kierując powierzoną mu instytucją, dobierać sobie rzeczy i ludzi jak chce. Ktoś taki nie musi nawet wiedzieć, co to jest autostrada, wystarczy, że przygarnie specjalistów. W Najjaśniejszej coś się jednak porobiło. Grad specjalistów, nie tylko w tej dziedzinie, już szósty rok mierzy się z drogami i nic z tego nie wychodzi. Nie wychodzi też z kolejami. Cóż więc pozostaje? Budowanie ruin? Pytany o te rzeczy minister podrapał się po głowie ręką, na której kolejny już raz ujrzano drogi zegarek. A że minister bywa na imprezach, za które rachunki płacą koledzy dorabiający się na rządowych i partyjnych kontraktach, to trzeba było coś tam nadmienić o przyjaciołach chętnie pożyczających  ministrowi zegarki. I już premier odetchnął z ulgą, gdy jednak ktoś zapytał czy jednak wypada? Wiadomo, ludzie zazdrośni są. 

Pożyczając zegarek od swojego kolegi z pewnością minister chciał posiąść narzędzie precyzyjne i w miarę eleganckie, nie tylko odmierzające czas, którego tyle już zmarnowali jego koledzy budując autostrady, ale stanowiące symbol i przepustkę do tych, co pilnują  dróg medialnych wiodących naród w wirtualne podróże autostradami marzeń. Czy można inaczej, gdy się jest modelem przebranym za ministra? 
Gdy spojrzymy na statystyki, to zobaczymy, że Polska ma autostrad najmniej. Pomimo heroicznych wysiłków rządzącej partii jesteśmy na ostatnim miejscu w tej części Europy pod względem kilometrów autostrad przypadających na mieszkańca, ale na pierwszym pod względem kosztów ich budowy. Panowie obywatele są bardzo hojni. Przynajmniej tyle mogą zrobić z wielu rzeczy obiecanych narodowi, bo autostrad po dwóch latach rządzenia opozycji, tak naprawdę zbudować się nie da. 
Nie jest więc łatwo być politykiem. Zwłaszcza, że  trudności są tak wielce obiektywne, że pozostaje już tylko je w właściwy sposób eksponować. Najlepiej nadają się do tego medialni czarodzieje. Spotkania z nimi to chleb powszedni modeli przebranych w ministerialne garniaki. I tutaj właśnie umiejętności oraz kontakty ministra Sławomira Nowaka są właściwe i być może w tym tkwi tajemnica zasług jego wobec premiera i Najjaśniejszej. Nadwiślański wzorzec modela z pewnością ma wiele kontaktów w Agencjach. Towarzystwo tam wykwintne, i jak wprost donosi, usadowione wysoko, gdzieś pośród sal balowych Pałacu Kultury, to i zegarek jest na miejscu, co to spóźniać by się nie wypadało na imprezę, gdy aperitif kosztuje kilka tysięcy. Zwłaszcza, że wszystko to starzy znajomi, na rządowych kontraktach tuczeni, biegli i poważni specjaliści oraz budowniczowie szczególnego rodzaju platform wznoszonych do przemalowywania rzeczy nachalnie obiektywnych na po-obiektywne. 
A przecież serialowy naród z ochotą tapla się w po-obiektywnych sadzawkach. Nic więc dziwnego, że funduje się im kolejne w pocie czoła, nie żałując autorom grosiwa. Łatwiej to przecież i taniej, a i tak większość z nich nie tylko po internecie woli zasuwać, ale również rozmnaża się w nim. Po co więc im drogi? Może jakimś niemiaszkom handlującym z ruskimi, żeby dookoła nie pruli, są potrzebne, ale tych w ryzach trzyma Graś z Radkiem i jakiej by kasy się w te drogi nie utopiło, to i tak w końcu coś tam z Brukseli spadnie. Nie ma się na co obruszać. Śpijcie spokojnie obywatele. To wyspa jest, zielona jest, i spoczywa na platformie, a ta na jeszcze jednej platformie, więc żadnych obaw mieć nie trzeba.